Mała bezmięsna rewolucja i marokańska sałatka z marchewki

przez admin
marokańska sałatka z marchewki

Dzień dobry,
Być może zauważyliście, że od pewnego czasu na blogu pojawiają się wyłącznie przepisy na potrawy wegetariańskie i wegańskie. To dlatego, że postanowiliśmy z Mężem zrezygnować z jedzenia mięsa
Wszystko zaczęło się w styczniu, kiedy przystąpiliśmy do programu Fundacji Viva! \”Zostań wege na 30 dni!\”. Do tej decyzji dojrzewaliśmy przez jakiś czas. Oboje jesteśmy miłośnikami psów, ale gdy zaczęliśmy śledzić profile organizacji pro-zwierzęcych, coraz częściej zaczęliśmy zastanawiać się nad losem zwierząt gospodarskich oraz nad tym, co możemy dla nich zrobić. Z drugiej strony, oboje zostaliśmy wychowani na jedzeniu mięsa i nie zaprzeczam, choć ja osobiście nigdy nie jadłam go zbyt dużo, to miałam takie swoje ulubione produkty (np. kiełbasę chorizo) i nie byłam pewna, czy mogłabym z nich całkowicie zrezygnować. 
Tak więc styczniowe zmiany potraktowaliśmy na zasadzie eksperymentu – zobaczymy, czy jesteśmy w stanie bez mięsa wytrzymać, czy nam go będzie brakowało, a przy okazji oczyścimy nasze organizmy po świątecznym obżarstwie. Mój Mąż przeszedł na weganizm, ja jednak, z uwagi na to, że jestem w ciąży, uzupełniałam swoją dietę o produkty mleczne i odrobinę ryb. Jestem świadoma tego, że kobieta w ciąży może dostarczyć swojemu organizmowi wszystkie składniki na diecie wegańskiej, jednak to wymaga wiedzy i wprawy, wolałam więc nie ryzykować, bowiem efekty moich błędów wpłynęłyby nie tylko na moje zdrowie.

Okazało się, że nie jedzenie mięsa jest dla mnie całkiem proste. Ponieważ i tak nie jadłam go dotąd zbyt często, moja dieta zmieniła się w niedużym stopniu. Wszystkie obiady gotowałam dla nas wegańskie, ale na pozostałe posiłki mogłam podjeść serka, czy trochę rybki. Za to bardzo podziwiam mojego Męża, dawnego miłośnika kiełbasy, wątróbki i, jak to nazywaliśmy, innych \”parszywych mięs i wędlin\”, który przez cały miesiąc wytrzymał na ścisłej wegańskiej diecie. Ten czas był dla nas także okazją na poznanie nowych produktów, z których niektóre, np. kotlety sojowe, weszły do naszego menu na stałe.
Opakowanie chorizo, które kupiliśmy jeszcze w starym roku, grzecznie przeczekało nieruszone nas styczniowy eksperyment. Potem zrobiłam z niego ostatnią \”pożegnalną\” potrawę – penne z chorizo i jarmużem. I na tym się skończyło. Jesteśmy z Mężem przeciwnikami przemysłowej hodowli zwierząt i choć moglibyśmy próbować kupować mięso tzw. zagrodowe, ekologiczne, to jednak uznaliśmy, że łatwiej będzie po prostu z niego zrezygnować. Szczególnie, że nauczyliśmy się bez niego żyć. 
Oczywiście nie obyło się również bez zdziwienia naszej rodziny i początkowej konsternacji, co dla nas przygotować, gdy przyjeżdżamy w odwiedziny. Na szczęście nasi bliscy szybko zaakceptowali nowe zasady i uwzględnili je podczas przygotowywania posiłków, za co pięknie im dziękujemy 🙂

Czy mogę nadal prowadzić bloga o kuchni śródziemnomorskiej, jeżeli nie jem mięsa? Uważam, że jak najbardziej. Mięso w tradycji krajów śródziemnomorskich pełni raczej rolę podrzędną. Zgodnie z zasadami klasycznej diety śródziemnomorskiej po kurczaka można sięgać raz w tygodniu, po czerwone mięso jeszcze rzadziej, zatem mój sposób odżywiania oparty na produktach roślinnych uzupełnianych pewną ilością ryb, nabiału i jajek jak najbardziej wpisuje się w ten model.

Kuchnia śródziemnomorska jest dla mnie niekończącym się źródłem inspiracji na bezmięsne dania i pomysłów na bloga z pewnością mi nie zabraknie. Jednocześnie, opublikowane już przepisy na dania z mięsa i drobiu nie znikną z bloga i spokojnie możecie się nimi częstować. Uważam, że dieta to indywidualna sprawa każdego człowieka, którą należy uszanować, nie będę Wam więc niczego zakazywać, Wy też uszanujcie moje wybory. Inną sprawą jest oczywiście edukacja, bo dobrze by było, żeby większa rzesza ludzi wiedziała, skąd wzięło się tanie mięso, które kupuje w supermarkecie i dokonywało tego wyboru w pełni świadomie. 

Wiem, że troszkę się rozpisałam, ale bardzo chciałam się z Wami podzielić moimi przemyśleniami. Z kolei przepis będzie krótki. Jest to kolejna po sałatce z buraków i fety zimowa sałatka, którą przygotowałam w weekend. Zwykła marchewka zmienia się nie do poznania dzięki orientalnemu dressingowi z pomarańczy i kuminu. Z marchewki wycięłam długie wstążki przy pomocy obieraczki do warzyw, a następnie krótko zblanszowałam. Tak oto powstały aromatyczne marchewkowe \”tagliatelle\” 🙂 Możecie je podać jako dodatek np. do falafeli

marokańska sałatka z marchewki

Marokańska sałatka z marchewki

przepis z książki Mediterranean Fresh Joyce Goldstein

Składniki (na 4 porcje):

  • 8 średnich marchewek
  • pęczek natki pietruszki lub świeżej mięty
dressing z pomarańczą i kuminem:
  • 3 łyżki oliwy
  • sok i skórka z 1/2 pomarańczy
  • 1 łyżka soku z cytryny (czyli też z 1/2 sztuki)
  • pół łyżeczki nasion kuminu, podprażonych i rozbitych w moździerzu, lub kuminu mielonego
  • szczypta płatków chilli
  • 2 łyżki cukru pudru
  • sól, pieprz
Przygotowanie:
  1. Marchewki obierz i potnij na długie wstążki przy pomocy obieraczki do warzyw. Możesz je również pokroić na plasterki. Zagotuj wodę w garnku. Marchewkę umieść na sitku i zanurz we wrzątku na 2 minuty, po czym przelej zimną wodą.
  2. W miseczce wymieszaj wszystkie składniki dressingu i polej nim marchewkę. Posyp posiekaną natką pietruszki lub świeżą miętą i podawaj.
***
Podoba Ci się ten wpis? Śledź moją stronę na Facebooku lub Google +, aby być na bieżąco z kolejnymi wpisami.

Podobne wpisy