Co jadłam u Yotama Ottolenghiego i Hestona Blumentala, czyli Londyn cz.2 + Linkowe Party

Relacja z restauracji Nopi Yotama Ottolenghiego oraz Dinner by Heston Blumenthal w Londynie.

Zapraszam na drugą część relacji z kulinarnego weekendu w Londynie, który wygrałam w konkursie z marką Apetina. Dwa tygodnie temu zwiedzaliśmy historyczny targ Borough Market z celebrytką Celią Brooks. Dziś pokażę Wam pyszności, których wraz z Mężem próbowaliśmy we wspaniałych restauracjach - Nopi Yotama Ottolenghiego oraz Dinner by Heston Blumenthal. 


Nopi by Yotam Ottolenghi


Restauracja Nopi Yotama Ottolenghiego położona jest przy 21-22 Warwick Street w pobliżu sławnego Piccadilly Circus. Dotarliśmy tam metrem prosto z lotniska Heathrow. Zgodnie z planem mieliśmy mieć czas na check in w hotelu, wyobraźcie sobie jednak, że nasze metro miało awarię. Nie bójcie się, nic groźnego. Przez jakieś pół godziny staliśmy w polu, potem musieliśmy się przesiąść do innego wagonika. Na szczęście do Londynu wybraliśmy się bez bagażu podręcznego, tylko z plecakami, które towarzyszyły nam w Nopi i potem w czasie wycieczki po Borough Market.

Nopi Yotama Ottolenghiego w Londynie

Wracając do Nopi, przy wejściu przywitały nas przemiłe hostessy, które wzięły nasze okrycia i zaprowadziły nas do stolika. Restauracja nie jest bardzo duża. Z przodu znajduje się mini bufet, z którego kelnerzy nakładają sałatki. Dalej mamy rzędy prostych stolików oraz bar, za którym kelnerzy przygotowują przepyszne drinki, również bezalkoholowe. Wystrój Nopi jest minimalistyczny, ale elegancki. Dużo tu bieli oraz jasnego drewna.

Lokal ma też dolny poziom z otwartą kuchnią - siedząc przy długim stole przeznaczonym dla grup możemy obserwować pracę kucharzy. Na dolnym poziomie znajduje się także przedziwna toaleta - całe jej wnętrze, wszystkie ściany oraz drzwi pokryte są lustrami. Czułam się w niej jak w filmie Tima Burtona :)

Nopi Yotama Ottolenghiego w Londynie

Jak przystało na Yotama Ottolenghiego, w menu królowały warzywa podane w niebanalny sposób i świetnie doprawione. Za namową naszego kelnera, zamówiliśmy sześć potraw, którymi podzieliliśmy się z Mężem próbując wszystkiego po trochu. Oto nasze menu:

sałatka z buraków, koziego sera i orzechów laskowych

kotleciki z cukinii i sera manouri z jogurtem kardamonowym
krewetki z salsą z wędzonej kukurydzy i pieczonych pomidorków
placek z ciecierzycy z sałatką z pikantnego groszku, pomidorków oraz owoców yuzu
pieczona okra z chilli, syropem klonowym, kolendrą i prażoną kaszą gryczaną
brązowa soczewica z kuminem, chrupiącymi szalotkami i pomidorkami koktajlowymi

do tego bezalkoholowe koktajle:

z pomarańczą, imbirem, limonką, miętą i bezalkoholowym piwem imbirowym
oraz z kumkwatem, marakują, pomarańczą, cytryną, syropem z kumkwata i wodą różaną
a na deser pieczony czekoladowy ganache :)

Dania były FENOMENALNE! Następne lepsze od poprzedniego. Choć zazwyczaj nie przepadam za krewetkami, to te bardzo mi smakowały, miały słodkie mięso, a salsa z wędzonej kukurydzy była genialna! Mój faworyt to również okra w słodko-pikantnym sosie oraz przepyszna sałatka z kolorowych buraków.

Potrawy Yotama Ottolenghiego to zdecydowanie moje i Męża klimaty i po wizycie w jego restauracji mogę powiedzieć mu tylko jedno - Yotam,  jesteś geniuszem, chylę przed tobą czoło!


Dinner by Heston Blumenthal


Do Dinner by Heston Blumenthal poszliśmy na późną kolację, po zwiedzaniu Borough Market z Celią Brooks i odpoczynku w hotelu. Jak się domyślacie, wcale nie byliśmy głodni, wręcz przejedzeni. Jednak okazji posilenia się w restauracji tak znanego szefa kuchni nie mogliśmy przepuścić. Wyruszyliśmy więc uzbrojeni w plan, że najwyżej większość przysługującej nam na kolację kwoty wydamy na butelkę dobrego wina :P

Restauracja Dinner by Heston Blumenthal znajduje się w hotelu Mandarin Oriental Hyde Park w eleganckiej dzielnicy Kensington, w pobliżu sławnego Harrodsa. Lokal urządzony jest w ciepłych żółciach, pomarańczach i czerwieniach. Króluje ciemne drewno i nastrojowe światło. Sprawia wrażenie bardzo wytwornego, nastrojowego, w sam raz na romantyczną kolację.

Dinner by Heston Blumenthal w Londynie

Centralnym miejscem restauracji i jego główną atrakcją jest przeszklona z trzech stron kuchnia. Siedząc przy stoliku można cały czas obserwować, jak powstają zamówione dania. Patrząc na pracujący w kuchni zespół nie poczułam się jednak jak w Masterchefie, bo panowała tam pełna skupienia, ale spokojna atmosfera. Kucharze pracowali szybko i zwinnie, wszyscy wiedzieli, co mają robić. O dziwo, nie mogłam też zorientować się, kto jest tu szefem kuchni. Nikt nie wydawał komend, nie było żadnego "Yes, chef!", po prostu każdy robił swoje.

W Dinner doświadczyliśmy, co znaczy obsługa w lokalu z gwiazdkami Michelin. Po tym jak hostessy zaprowadziły nas do stolika, zajmowało się nami dwóch kelnerów oraz somelier. Główny kelner opowiedział nam o potrawach znajdujących się w menu - o ich sposobie przygotowania, teksturze, zapachu i każdym ich smaczku. Gdy powiedzieliśmy mu, że nie jemy mięsa, poinformował nas także, które dania z karty można by zmodyfikować do wersji wegetariańskiej.

Dinner by Heston Blumenthal w Londynie

Nasz plan z drogim winem nie wypalił. Okazało się bowiem, że mimo 200 funtów do wydania, stać nas jedynie na pół butelki jednego z tańszych win :) Zamówiliśmy więc owe wino, a także po przystawce, daniu głównym i deserze. Nazwy potraw nie jest łatwo przetłumaczyć, przepraszam więc za językowe łamańce.

sałatka z łososia marynowanego w herbacie Earl Grey z cytryną, szczawiem i kawiorem

zupa ogórkowa z homarem
dorsz w sosie z cydru z botwiną i karczochami, do tego duszona kapusta z cebulą i puree ziemniaczane
duszony seler naciowy z parmezanem, kurkami, jabłkowym cydrem i wędzonymi orzechami włoskimi
lody z brązowym chlebem. karmel z solonego masła, gruszki, syrop słodowo-drożdżowy
tarta złożona z warstw karmelu, kremu i owoców, z orzechami i lodami

Potrawy, których próbowaliśmy u Hestona Blumenthala, choć wykwintne i wyszukane, wzbudziły we mnie mieszane uczucia i na pewno nie przypadły mi do gustu tak jak te z Nopi. Łosoś był dość dobry, ale zupa ogórkowa z homarem to zupełnie nie moje klimaty. Choć potrawę podaje się bardzo efektownie - kelner dopiero przy nas nalał zupę do talerza z sałatką z homara z małego dzbanuszka - to homar był gumowaty i mi nie smakował. Nie wiem, czy Gordon Ramsay wypościłby to danie z kuchni ;)

Honor ratowały dania główne - bardzo dobry dorsz i wręcz przepyszny i zaskakujący duszony seler naciowy. Co ciekawe, chyba najbardziej smakowały mi niepozorne dodatki do dorsza. Puree ziemniaczane było takie kremowe i pyszne, że mogłabym zjeść cała michę. A kapusta  - jednocześnie miękka i chrupiąca - prawdziwe mistrzostwo!

Nigdy nie jadłam tak wyszukanych deserów, więc mimo pełnego brzuszka, bardzo chciałam ich spróbować. Desery smakowały nam jednak średnio, szczególnie lody z brązowym chlebem i solonym karmelem były bardzo słone i prawie wcale słodkie.

***
Wizyta w dwóch znanych londyńskich restauracjach to przeżycie, którego na pewno nigdy nie zapomnę. Choć  w Dinner by Heston Blumenthal zjadłam smaczne potrawy i z pewnością zostałam zauroczona poziomem obsługi oraz wystrojem, to Nopi Yotama Ottolenghiego i jej wyśmienita kuchnia skradły moje serce. Na pewno chciałabym tam jeszcze kiedyś wrócić.

Za niezapomniane kulinarne doznania dziękuję marce Apetina :)

*
Tradycyjnie przy niedzielnym wpisie zapraszam Was na Linkowe Party! Wstawiajcie linki do Waszych artykułów - zarówno przepisów, jak i innych ciekawych postów. Wystarczy nacisnąć button"Add your link". W polu "name" wpisujemy tytuł posta, a nie swoje imię. 

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, pozostańmy w kontakcie. Możesz śledzić moją stronę na Facebooku lub Google +, aby być na bieżąco z kolejnymi wpisami. Obserwuj mnie też na Instagramie, gdzie znajdziesz migawki z mojego codziennego życia.

6 komentarzy:

  1. Cudowna przygoda, doświadczenie i wspomienia na całe życie :) Ciesze się, że Ci się udało i życze nie jednego i nie dwóch takich wyjazdów ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Raczyć się przepieknymi i wykwintnymi daniami w takich restauracjach to musi być przeżycie :D Oczywiście nas najbardziej by interesowały desery! Wyglądają przepięknie (szczególnie ta tarta i jej warstwy) ale jak widać ze smakiem bywa różnie :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Prawdziwie kulinarne uczty :) Super, że podzieliłaś się z nami wrażeniami :) Obu Panów podziwiamy i cenimy :) Serdeczne pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  4. Łał, łał, czekałem na to! :D Wszystko wygląda fantastycznie! Przepyszna relacja. Najbardziej kusząca wydaje mi się ta okra i karmelowa tarta <3 Aż z tego wszystkiego zgłodniałem i idę zrobić sobie coś dobrego do jedzenia! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Wszystko wygląda ciekawie :) Większość dań nie dla mnie (ryby uważam za mięso i dania z ich udziałem nie są dla mnie wegetariańskie), ale ta tarta prezentuje sie genialnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wspaniała kulinarna podróż. Zazdroszczę :-).

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na moim blogu i pozostawione komentarze:) Jeżeli wypróbowałaś/eś przepis z mojego bloga, prześlij mi zdjęcie, a umieszczę je w galerii na Facebooku.